Lamborghini Lanzador miał być pierwszym w pełni elektrycznym modelem włoskiej marki i nowym typem samochodu łączącym sportowe osiągi z codzienną użytecznością. Wyjaśniam, co naprawdę pokazywał koncept, jakie technologie zapowiedziano, czym różnił się od Urusa i Revuelto oraz dlaczego w 2026 roku jego przyszłość wygląda inaczej niż pierwotnie zakładano.
Najważniejsze fakty o elektrycznym Ultra GT Lamborghini
- Typ nadwozia: wysoko zawieszone GT 2+2 z dużą klapą bagażnika.
- Napęd koncepcyjny: dwa silniki elektryczne, napęd na cztery koła i moc przekraczająca 1 megawat.
- Technologie: aktywna aerodynamika, skrętna tylna oś, pneumatyczne zawieszenie i rozbudowany system LDVI.
- Status w 2026 roku: wariant w pełni elektryczny został wycofany, a marka rozwija następcę z napędem plug-in hybrid.
- Cena i sprzedaż: samochód nie trafił do salonów, więc nie ma oficjalnej ceny ani polskiej konfiguracji.

Lanzador miał otworzyć Lamborghini zupełnie nowy segment
Koncept zaprezentowany w 2023 roku podczas Monterey Car Week nie był klasycznym supersamochodem ani kolejnym SUV-em. Lamborghini nazwało go Ultra GT, czyli samochodem łączącym emocje auta sportowego z większą przestrzenią i możliwością codziennego użytkowania.
Układ 2+2 oznaczał dwa pełnowymiarowe miejsca z przodu oraz dwa tylne siedzenia przeznaczone raczej dla dzieci, bagażu lub okazjonalnych pasażerów. Samochód miał być bardziej praktyczny niż Revuelto, ale wyraźnie niższy i bardziej kierowca-centryczny niż Urus.
Właśnie w tym widzę największy sens projektu. Lamborghini nie próbowało stworzyć elektrycznego odpowiednika rodzinnego SUV-a, tylko samochód dla osoby, która chce korzystać z auta częściej niż wyłącznie podczas weekendowych przejażdżek. To miało być czwarte ogniwo gamy, ustawione pomiędzy Urusem a rasowymi modelami sportowymi.
Design łączy niski profil z wyższym nadwoziem
Najbardziej charakterystyczna jest sylwetka. Lanzador ma proporcje dużego coupe, ale z podwyższonym prześwitem i wyżej poprowadzoną kabiną. Dach znajduje się mniej więcej na wysokości 1,5 metra, więc kierowca siedzi wyżej niż w Huracánie, lecz nadal otrzymuje pozycję znacznie bardziej sportową niż w typowym SUV-ie.
Projektanci zachowali elementy kojarzone z marką, między innymi ostre przetłoczenia, sześciokątne motywy i światła z charakterystycznym układem trzech elementów LED. Jednocześnie bryła jest czystsza niż w obecnych Lamborghini. Moim zdaniem to ważny kierunek, bo przy samochodzie elektrycznym przesadna liczba wlotów i agresywnych dodatków nie zawsze wygląda wiarygodnie.
Przód nie potrzebuje dużego otworu chłodzącego dla silnika spalinowego, ale nie jest całkowicie gładki. Zastosowano tam elementy aktywnej aerodynamiki, które mogą kierować powietrze do chłodzenia hamulców albo ograniczać opór. Dzięki temu samochód może zmieniać charakter zależnie od trybu jazdy.
Aktywna aerodynamika ma praktyczne zadanie
W trybie nastawionym na efektywność ruchome elementy mają zmniejszać opór powietrza i pomagać w uzyskaniu większego zasięgu. W ustawieniu sportowym zwiększają docisk, czyli siłę przytrzymującą samochód przy nawierzchni podczas szybkiej jazdy w zakrętach.
To nie jest wyłącznie efektowny gadżet. W elektrycznym GT każdy dodatkowy opór wpływa na zużycie energii, a każdy kilogram baterii utrudnia uzyskanie zwinności. Aktywna aerodynamika miała więc rozwiązywać realny kompromis między zasięgiem a osiągami.
Technika konceptu robiła największe wrażenie
Prototyp miał korzystać z dwóch silników elektrycznych, po jednym przy każdej osi. Taki układ zapewnia napęd na cztery koła i pozwala bardzo szybko zmieniać rozdział momentu obrotowego. Producent zapowiadał moc szczytową przekraczającą 1 MW, co odpowiada wartości ponad 1360 KM.
Trzeba jednak zachować ostrożność przy interpretowaniu tych liczb. Moc konceptu nie jest równoznaczna z parametrami samochodu produkcyjnego, a Lamborghini nie podało ostatecznej prędkości maksymalnej, czasu przyspieszenia do 100 km/h, pojemności baterii ani homologowanego zasięgu.
Jednym z ciekawszych rozwiązań było aktywne wektorowanie momentu na tylnej osi. System może kierować różną ilość siły na lewe i prawe koło, pomagając samochodowi szybciej obracać się w zakręcie. Dla kierowcy oznacza to bardziej precyzyjne zachowanie auta, ale także większą zależność od oprogramowania.
LDVI ma zmieniać sposób prowadzenia
Za zarządzanie podwoziem i napędem odpowiadał rozwinięty system Lamborghini Dinamica Veicolo Integrata. W uproszczeniu jest to centralny system sterujący, który analizuje dane z czujników i dopasowuje reakcje samochodu do warunków oraz wybranego trybu jazdy.
Kierowca miał mieć możliwość regulowania części ustawień bezpośrednio z kierownicy. To podejście znamy już z innych sportowych Lamborghini, ale tutaj zostało rozszerzone o napęd elektryczny, aktywną aerodynamikę, tylne koła skrętne i pneumatyczne zawieszenie.
Właśnie ta integracja mogła być ważniejsza niż sama liczba koni mechanicznych. Elektryczny napęd daje natychmiastowy moment obrotowy, ale bez dobrego oprogramowania samochód o takiej mocy łatwo stałby się szybki wyłącznie na prostej. Lanzador miał być szybki również wtedy, gdy droga zaczyna skręcać.
Wnętrze miało łączyć sport z codzienną funkcjonalnością
Kabina została zaprojektowana według idei „feel like a pilot”. Kierowca siedzi nisko i jest otoczony konsolą oraz panelami sterowania, ale sama przestrzeń nie przypomina ciasnego kokpitu typowego dla supersamochodu. Koncept miał oferować więcej miejsca i wygody niż klasyczne coupe Lamborghini.
Na uwagę zasługuje układ tylnych siedzeń. Można je było przesuwać, a część przestrzeni wykorzystywać do przewożenia sprzętu sportowego lub większego bagażu. Z przodu przewidziano dodatkowy schowek pod maską, natomiast z tyłu dużą klapę ułatwiającą dostęp do bagażnika.
Nie oznacza to jednak, że samochód stałby się pełnoprawnym autem rodzinnym. Wysoka linia boczna, opadający dach i sportowe proporcje ograniczają ilość miejsca z tyłu. Ja traktowałbym ten układ jako awaryjne 2+2, a nie alternatywę dla przestronnego SUV-a.
Przeczytaj również: TVR Cerbera Speed 12 - Dlaczego był zbyt dziki na drogę?
Materiały miały podkreślać nowy kierunek marki
Lamborghini wykorzystało między innymi wełnę merino, regenerowane włókno węglowe i elementy wykonane z włókien pochodzących z recyklingu. W piankach foteli zastosowano materiał przygotowany z użyciem druku 3D.
To interesujące, ponieważ luksus nie musi już oznaczać wyłącznie skóry, aluminium i włókna węglowego z pierwszej produkcji. W przypadku samochodu elektrycznego takie materiały wzmacniają przekaz o ograniczaniu wpływu na środowisko, choć same w sobie nie rozwiązują problemu dużej masy baterii.
Jak ten projekt wypada na tle Urusa i Revuelto
| Model lub projekt | Główna rola | Największa zaleta | Najważniejsze ograniczenie |
|---|---|---|---|
| Lanzador | Sportowe GT 2+2 | Niska sylwetka, osiągi i większa uniwersalność | Brak produkcyjnej wersji i potwierdzonych danych końcowych |
| Urus SE | Luksusowy SUV | Przestronność, wyższa pozycja i wszechstronność | Większa masa i mniej coupe’owy charakter |
| Revuelto | Supersamochód V12 | Silnik spalinowy, brzmienie i emocje klasycznego Lamborghini | Mniejsza praktyczność na co dzień |
Najbliżej mu koncepcyjnie do połączenia dwóch światów. Z Urusa bierze wyższą funkcjonalność i możliwość wygodniejszego poruszania się na co dzień, natomiast z samochodów sportowych zapożycza niską pozycję za kierownicą oraz nacisk na precyzję prowadzenia.
Nie nazwałbym go jednak elektrycznym Urusem. Różnica w proporcjach jest zbyt duża, a przeznaczenie bardziej emocjonalne. Z kolei w porównaniu z Revuelto projekt miał oferować mniej mechanicznego charakteru, ale więcej płynności, ciszy i łatwości prowadzenia.
Co zmieniło się w 2026 roku
Pierwotny plan zakładał seryjny, całkowicie elektryczny model wprowadzony pod koniec dekady, początkowo wskazywano rok 2028. W lutym 2026 roku Lamborghini wycofało się jednak z wersji bateryjnej, tłumacząc decyzję ograniczonym zainteresowaniem elektrycznymi samochodami w segmencie luksusowych aut sportowych.
Sam pomysł czwartego modelu nie został całkowicie porzucony. Marka zapowiedziała wykorzystanie napędu plug-in hybrid, czyli hybrydy z możliwością ładowania z gniazdka. Taki układ pozwala zachować silnik spalinowy i charakterystyczne brzmienie, a jednocześnie oferuje jazdę bez użycia silnika spalinowego na krótkich odcinkach.
Nie znamy jeszcze finalnej konstrukcji. Nie jest pewne, czy samochód produkcyjny zachowa nazwę Lanzador, dokładny kształt nadwozia i wszystkie rozwiązania pokazane w prototypie. Dlatego dane o mocy przekraczającej 1 MW, ogromnej baterii czy konkretnym zasięgu należy traktować jako parametry koncepcyjne, a nie obietnicę sprzedażową.
To zmienia także sposób, w jaki należy oceniać ten samochód. Dziś nie jest on gotowym modelem do zamówienia, lecz projektem, który pokazał kierunek stylistyczny i technologiczny marki. Jego największa wartość polega na tym, że ujawnił ambicje Lamborghini, nawet jeśli strategia napędu została później skorygowana.
Cena, dostępność i znaczenie dla polskiego kierowcy
Oficjalnej ceny nie podano, ponieważ produkcyjna wersja nie została wprowadzona do sprzedaży. Wszelkie kwoty pojawiające się w internecie są tylko szacunkami i nie powinny być traktowane jako cennik Lamborghini.
W Polsce ewentualny zakup takiego modelu oznaczałby nie tylko cenę samochodu, lecz także koszty transportu, konfiguracji, ubezpieczenia i serwisowania. Przy aucie tej klasy trzeba liczyć się z tym, że ostateczna kwota zależy od indywidualizacji, podatków oraz dostępności konkretnej specyfikacji.
Dla polskiego użytkownika plug-in hybrid może być praktyczniejszy niż pełny elektryk. Sieć szybkiego ładowania rozwija się, ale przy samochodzie o bardzo dużej mocy i masie nie można zakładać, że każde ładowanie będzie szybkie, tanie i bezproblemowe. Hybryda daje większą elastyczność podczas tras poza dużymi miastami, choć jej układ napędowy jest cięższy i bardziej złożony.
Jeżeli ktoś rozważa zakup przyszłego czwartego modelu Lamborghini, radziłbym poczekać na trzy informacje: finalny typ silnika, homologowany zasięg elektryczny oraz oficjalną datę rozpoczęcia produkcji. Dopiero wtedy można uczciwie porównać go z Urusem SE albo innymi luksusowymi hybrydami.
Najważniejsza lekcja z projektu Lanzador
Lanzador pokazał, że Lamborghini było gotowe wejść w świat bardzo mocnych samochodów elektrycznych, ale równie ważna jak technologia okazała się reakcja klientów. Koncept obiecywał ponad megawat mocy, zaawansowane sterowanie i praktyczność GT, jednak marka uznała, że obecnie lepszym kompromisem będzie napęd hybrydowy.
Moim zdaniem to nie przekreśla znaczenia tego projektu. Przeciwnie, jego stylistyka, aktywna aerodynamika i sposób łączenia sportu z codziennością mogą wpłynąć na przyszłe modele włoskiej marki. Trzeba tylko pamiętać, że oglądany dziś koncept Lamborghini jest przede wszystkim zapowiedzią idei, a nie samochodem, który można już zamówić w polskim salonie.